Ogród dzieciństwa
Pamiętam jeszcze dziś ogród mojej cioci. Było to miejsce moich dziecięcych zabaw. Ten niewielki teren, liczący zaledwie dziesięć arów, jawił się wówczas w moich oczach, jako wielka dżungla. Spędzałem w nim zawsze jeden miesiąc moich wakacji.
W ogrodzie znajdowały się dwie studnie. Wkopane w ziemię kręgi betonowe zabezpieczały przed wpadnięciem do środka. Wtedy jeszcze ogród był bardzo zadbany. Wszystkie ścieżki miały krawężniki. W czasie deszczu woda płynęła tymi ścieżkami i wówczas przemieniały się w małe rzeczki, a krawężniki stanowiły ich brzegi. Ścieżki nie były betonowe. Nie było na nich żadnej nawierzchni, a jedynie ubita ziemia. Wprawdzie na podwórzu, obok domu, znajdowały się betonowe kostki, ale nigdy nie zostały wykorzystane. Nie dowiedziałem się też, jakie miało być ich pierwotne przeznaczenie. Dokoła ogrodu ciągnął się płot. Betonowe słupy, a pomiędzy nimi metalowa siatka.
Po latach wszystko wydało się takie małe. Kręgi betonowe studni, teraz sięgały mi zaledwie do kolan, a same studnie były dość płytkie. No i ogród też się bardzo skurczył. Jednak najbardziej dokuczliwy był brak właścicielki ogrodu. Jej śmierć sprawiła, że ogród stracił dawny blask i powoli zarastały go chwasty.
Brak powiązanych wpisów.